Automatyzacja to zagrożenie, ale i szansa dla rynku pracy 

Elastyczność, umiejętność ciągłego podnoszenia kwalifikacji i myślenie analityczne pozwolą zachować pracę w dobie automatyzacji. Kształcenie zawodowe musi brać pod uwagę nie tylko obecne zapotrzebowanie, ale i wybiegać w przyszłość – to wnioski z debaty „Zawody i kompetencje przyszłości – impuls rozwojowy dla polskiej gospodarki” zorganizowanej przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP).

Wymagania rynku pracy związane z automatyzacją wymagają przemodelowania systemu edukacji. Dr hab. Urszula Jeruszka z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS) przypomniała, że obecnie kompetencje zawodowe można zdobywać w systemie szkolnictwa branżowego pierwszego i drugiego stopnia, szkołach policealnych oraz na studiach wyższych. Wykształcenie zasadnicze zawodowe kursanci mogą pozyskać w 32 branżach. Świat w ostatnich latach zmienia się jednak bardzo szybko.

„Kompetencje, które dzisiaj są poszukiwane, za kilka lat staną się niepotrzebne. Największym wyzwaniem jest takie przemodelowanie systemu edukacji zawodowej, aby obejmował on nie tylko kompetencje w konkretnej branży, ale także zawierał elementy wiedzy i umiejętności z obszarów z nią nie związanych” – stwierdziła dr hab. Urszula Jeruszka.

Jej zdaniem przydatna jest do tego tzw. koncepcja świata według VUCA [akronim opisujący teorię przywództwa Warrena Bennisa i Burta Nanusa od ang. słów Volatility (zmienność), Uncertainty (niepewność), Complexity (złożoność) oraz Ambiguity (niejednoznaczność)].

Większość zawodów przyszłości będzie wymagała wyższych kwalifikacji, niż oferowane obecnie w stosunkowo skostniałym systemie szkolnictwa branżowego, nawet II stopnia” – oceniła dr hab. Urszula Jeruszka.

Prócz kompetencji informatycznych zawody przyszłości, zdaniem prelegentki, związane będą z ochroną zdrowia i opieką społeczną (tzw. domowa służba zdrowia, diagnostyka, fizjoterapia, ale także doradztwo związane z systemem ubezpieczeń). Poszukiwane będą zawody w obszarze ochrony środowiska naturalnego, mórz i oceanów, jak również obsługi procesów migracyjnych. Poszukiwani będą pracownicy specjalizujący się w kulturze i tzw. konsumpcji czasu wolnego. Przyszłościowy jest także obszar podnoszenia jakości życia (kształtowanie wizerunku, dietetycy, kosmetolodzy itp.).

Nad tym czy automatyzacja faktycznie jest zagrożeniem, czy szansą dla rynku pracy zastanawiała się dr Anna Jawor-Joniewicz, także z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS). Według Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) może ona grozić likwidacją około 210 milionów etatów w 32 krajach. Największe ryzyko kasacji obserwuje się w Turcji, Grecji, na Słowacji i Litwie. Najmniej zagrożone są natomiast Norwegia, Nowa Zelandia, Finlandia i Szwecja. Ryzyko w Polsce obejmie, według OECD, około 50 proc. miejsc pracy, co sytuuje kraj, mniej więcej, w połowie zestawienia.

Automatyzacja wpłynie na krajowy rynek pracy, pytanie tylko, na które branże i w jakim stopniu” – stwierdziła dr Anna Jawor-Joniewicz.

Według niej zagrożone są branże zrutynizowane i męczące dla człowieka, takie jak transport, logistyka, ale także poszczególne zajęcia w przemyśle, rolnictwie, czy finansach. Kłopoty z pracą mogą mieć osoby wykonujące drobne naprawy oraz prace biurowe.

W Polsce, gdzie najpopularniejszym wynagrodzeniem jest płaca minimalna, zagrożonych likwidacją w wyniku automatyzacji jest 5,5 mln miejsc pracy – poinformowała dr Anna Jawor-Joniewicz. – W latach 2010-2020 zniknęło z rynku 2 mln miejsc pracy. Jedna piąta społeczeństwa stanowią obecnie osoby w wieku poprodukcyjnym (65 +). Znajdujemy się bardzo blisko momentu, w którym na jednego pracującego będzie przypadać jedna osoba nie mająca zajęcia. To niebezpieczna sytuacja” – dodała.

Maciej Gruza z IPiSS zwrócił uwagę, że zmiany szkolnictwa zawodowego będą mieć charakter zarówno ewolucyjny (np. związany z rozwojem nowych technologii), jak i rewolucyjny (wymuszany przez zdarzenia, takie jak np. pandemia Covid-19). Pewne przesunięcia priorytetów wynikają również ze zmiany otoczenia prawnego.

„Kilka lat temu w prawie nie funkcjonował taki zawód jak pilot drona. Obecnie jest opisany szczegółowo w odrębnej regulacji prawnej na poziomie europejskim” – zauważył Maciej Gruza.

Pojawiają się także nowe zawody takie jak influencer, vloger, czy e-sportowiec (osoba biorąca udział w wirtualnych rozgrywkach). Inne natomiast znikają (na przykład serwisant maszyn do pisania).

Nowe zawody wymagają zmian w organizacji pracy. Firmy muszą na nie reagować dynamicznie. Celem nieodmiennie jest realizacja strategicznych celów organizacji, bez względu na to, czy jest to korporacja, mała firmy, czy sfera budżetowa. Kluczowe jednak staje się zarządzanie nie ludźmi, ale reprezentowanymi przez nich kompetencjami, co oznacza, że jedna osoba może i powinna poszerzać swoje zasoby” – tłumaczył Maciej Gruza.

Źródła kompetencji, jak zauważył prelegent z IPiSS, mogą być zewnętrzne (edukacja, szkolnictwo), ale także wewnętrzne.

„Każda firma ma portfolio kompetencji. Powinna rozwijać mentoring, umiejętność transferowania wiedzy między pracownikami. Oferta zewnętrzna musi natomiast być kształtowana z uwzględnieniem przyszłych wymagań w perspektywie, co najmniej kilkuletniej” – doprecyzował Maciej Gruza.

Marcin Budzewski z Instytutu Analiz Rynku Pracy (IARP), ostatni z panelistów, zajął się pogłębioną analizą branży motoryzacyjnej. Na rynku pracy jest ona bardzo reprezentatywna z uwagi na stosunkowo długi łańcuch dostawców i kooperantów biorących udział w produkcji finalnego produktu.

Paneliści zgodzili się, że w dobie automatyzacji elastyczność, umiejętność podnoszenia kwalifikacji, innowacyjność i myślenie analityczne pozwolą pracownikom na zachowanie zatrudnienia.

Skomentuj