Obyś żył w ciekawych czasach…

To chińskie powiedzenie, a właściwie przekleństwo zaczyna pasować do bieżącej sytuacji w dziedzinie ochrony pracy. Przez wiele lat nie działo się wiele, temat był marginalizowany,

pojawiał się tylko przy okazji różnych spektakularnych, a zarazem tragicznych wypadków i katastrof. Od wielu lat nie było też gruntownej zmiany przepisów.

Teraz można stwierdzić pojawienie się symptomów „ciekawych czasów”. Obowiązujące przepisy w wielu aspektach nie przystają do rzeczywistości. Do tego mamy kryzys – z jednej strony wymaga on szukania oszczędności, z drugiej zabezpieczenia swojego bytu socjalnego. Narasta coraz większy konflikt na linii rząd – związki zawodowe. Jedna strona poszukuje oszczędności, a druga broni przywilejów socjalnych. A w tle jeszcze jest „wielka polityka”…

Im głośniej związki zawodowe grożą protestami, wyjściem na ulicę, tym częściej z drugiej strony padają postulaty ograniczania roli związków zawodowych.

W tym kontekście wróciła też zawieszona na kilka lat dyskusja na temat ustawy z 24 czerwca 1983 r. o społecznej inspekcji pracy. Prawie trzy lata temu senator Jan Rulewski zorganizował w Bydgoszczy Ogólnopolskie Sympozjum „Społeczna Inspekcja Pracy – dziś i co dalej” (więcej w numerze 11/2010 PpP). Odbyła się wówczas burzliwa dyskusja, ale z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że nie uzyskaliśmy odpowiedzi na tytułowe pytanie – co dalej. 11 lipca br. Konfederacja Pracodawców RP zorganizowała debatę o podobnym tytule: „Co dalej ze Społeczną Inspekcją Pracy? Podsumowanie 30-lecia obowiązywania ustawy”.

Zakładowe organizacje związkowe dostosowują organizację społecznej inspekcji pracy do potrzeb wynikających ze struktury zakładu pracy

Funkcjonujące obecnie rozwiązania prawne pozwalają na wiele nadużyć. Niezrozumiałe są sytuacje pozwalające na powoływanie w zakładach nieokreślonej i nieograniczonej liczby społecznych inspektorów pracy. W wielu organizacjach funkcja sip jest tylko formą ochrony stosunku pracy, nie jest adekwatna do struktury przedsiębiorstwa i do zagrożeń w nim występujących. Dyskutanci przyjrzeli się statystykom z kilku firm będących członkami Konfederacji Pracodawców RP. W 2004 roku społeczni inspektorzy pracy stanowili u nas 1% zatrudnionych – stwierdził Jacek Kowalski, członek Zarządu TP S.A. ds. Zasobów Ludzkich, teraz jest to 4,5%. Nie do opanowania jest ta tendencja ze względu na system wyborów. Dzieje się to z powodu braku jakiegokolwiek nadzoru – czy przez stronę trzecią, zewnętrzną, czy przez samą organizację. Wybory przeprowadzane są przez konkurujące ze sobą organizacje – powoduje to, że liczba sip rośnie – mamy ich w tej chwili 668. Głównym motywem rozrostu struktury sip nie jest stan bezpieczeństwa w firmie Orange, ale przeprowadzana właśnie optymalizacja zatrudnienia. Nasi behapowcy w 2012 roku ustanowili ponad 1000 zaleceń pokontrolnych, a w pierwszym półroczu bieżącego roku – 248. Społeczni inspektorzy przeprowadzili (odpowiednio) 11 i 6 kontroli obligatoryjnych w ramach komisji bhp, do tego uczestniczyli w pracach zespołów powypadkowych – 76 i 45 razy oraz dokonali w 2012 roku – 17, a w 2013 – 18 wpisów w księdze zaleceń i uwag. Łącznie przez pół roku ok. 70 potwierdzonych aktywności 668 osób.

Zdaniem obecnej na sali przedstawicielki firmy Orange w przeanalizowanych regulaminach wyborów sip obowiązujących w Spółce nie ma zapisu o dostosowaniu wyborów do struktury firmy. Ponadto istnieją działy, obszary, gdzie nie ma ani jednego sip-a, a są komórki organizacyjne w całości obsadzone przez inspektorów. Podobnie dzieje się w Banku Pekao – wybierani są tam grupowi, nadgrupowi, oddziałowi, zespołowi, a nawet pomocnicy zespołowych inspektorów pracy. Nierzadko ci, którzy nie są chronieni odczuwają dyskomfort. Wielu pracowników przesyła do działu bhp listy z prośbami o odwołanie sip-ów – jednak niewiele można z tym zrobić.

Tadeusz Zając z PGNiG wyraził aprobatę, że nie jest to dyskusja nad likwidacją sip, gdyż jest to ważny element zaangażowania pracowników, pracodawca ma obok profesjonalnych służb bhp szeroką pomoc w poszukiwaniu wielu zagrożeń. My w PGNiG cenimy sobie tę współpracę. Choć też wskazujemy stronie pracowniczej, że sip jest po prostu za dużo. Bo to są koszty pracodawcy. A załoga tylko w miejscach występowania naprawdę dużych zagrożeń na stanowiskach pracy jest zainteresowana, aby oprócz służby bhp istniał społeczny nadzór. Z mojej praktyki wynika, że często współpraca na szczeblu sip – służba bhp przebiega w sposób prawidłowy. Problem powstaje wtedy gdy strona społeczna, z uwagi na liczną reprezentację, nie może się między sobą porozumieć. Istotne jest też kto ma szkolić sipowców – stwierdził.

Społeczna inspekcja pracy jest służbą społeczną

W dyskusji pojawiały się głosy, aby liczba sip-ów w zakładach pracy była podobnie regulowana jak liczebność służby bhp (jeden na sześciuset pracowników). Jednak wnioskodawcy zapomnieli, że inspektorzy z reguły pełnią swoje obowiązki poza godzinami pracy, zwłaszcza gdy zatrudnieni są w firmach produkcyjnych, a każda przerwa w pracy, odejście od linii produkcyjnej musi być ustalone z przełożonym. Tylko w wyjątkowych przypadkach zakładowy sip może być zwolniony z obowiązku wykonywania pracy. Dobrym przykładem może być wymieniona podczas dyskusji łódzka firma Dalkia, w której struktura sip zależy nie tylko od struktury firmy, ale też od zagrożeń występujących w konkretnym dziale. I tak w działach produkcyjnych jeden sip jest na niespełna 50 pracowników, a w działach administracyjnych – na 75.

 

Społeczny inspektor pracy powinien posiadać niezbędną znajomość zagadnień wchodzących w zakres działania społecznej inspekcji pracy

Wiele argumentów dotyczyło też niskiego poziomu wiedzy inspektorów pracy. Marzena Flis, pełnomocnik ds. bhp w KK NSZZ „Solidarność” przypomniała, że to pracodawcy muszą dbać o odpowiednią wiedzę swoich pracowników z dziedziny bhp. Ta wiedza zależy od poziomu szkoleń okresowych dla pracowników (a wielu pracodawców w tym zakresie oszczędza, nie wspominając już patologii, jaką jest kupowanie zaświadczeń). Ponadto koszty działania społecznej inspekcji pracy ponosi pracodawca – to od niego zależy, czy zadba o poziom wiedzy swoich inspektorów wysyłając ich na dedykowane szkolenia. „Solidarność” bierze często na siebie szkolenie inspektorów – stwierdziła M. Flis. Wraz z inspekcją pracy szkolimy sipowców, jednakże my nie wyszkolimy wszystkich. W tym roku było to już ok. 300 osób. Jak mają działać ludzie, którzy nie posiadają narzędzia do pracy?

Padały też inne propozycje – Maciej Sekunda (Lewiatan) stwierdził, że ustawę należy uchylić, choćby ze względu na brak odpowiedzialności sip za swoje działania. Moim zdaniem najważniejszym powodem, aby tę ustawę uchylić – mówił – jest to, że mamy do czynienia ze swoistym dualizmem zarządzania w firmie. Uprawnieniem sip jest możliwość wydawania zaleceń pracodawcy. On, w zakresie warunków pracy, jak gdyby sprawuje nadzór nad pracodawcą, rozlicza go. To sytuacja kuriozalna, niemająca odpowiednika w jakichkolwiek systemach zarządzania. No i do tego nas nie zobowiązuje UE. Jestem natomiast rzecznikiem zwiększenia roli przedstawicieli załogi w zarządzaniu zagadnieniami ochrony pracy. I w tym kierunku powinny iść nowelizacje. Powinna umacniać się instytucja przedstawicieli pracowników.

Zdaniem Małgorzaty Kurowskiej, naczelnika w Wydziale BHP w MPiPS, ministerstwo stoi na stanowisku, że jeżeli otrzyma propozycje uzgodnione pomiędzy partnerami społecznymi, to na tej podstawie przygotuje projekt ewentualnej nowelizacji. A które z propozycji mają szanse akceptacji?

Najważniejsze chyba jest doprecyzowanie wielu przepisów, które pozwalają na zbyt dowolną interpretację. Choćby dlatego, że zapomina się o tym kim powinien być społeczny inspektor pracy, jaką rolę powinien spełniać w zakładzie, a podaje się tylko przykłady patologii, gdzie jedyną motywacją do startu w wyborach na sip jest ochrona stosunku pracy. Rzeczywiście w wielu firmach przeprowadzających restrukturyzację, gdy dochodzi do dyskusji o zwolnieniach – okazuje się, że ktoś jest sip-em, inne osoby są w wieku przedemerytalnym, kilka pań w ciąży i np. z kilkuosobowego działu można zwolnić tylko najlepszego fachowca pracującego w tej komórce.

Czy wystarczające będzie uregulowanie liczby inspektorów oraz jakaś forma nadzoru zewnętrznego, który mógłby interweniować w sytuacji, gdy struktura sip nie ma jakiegokolwiek powiązania ze strukturą firmy? Może też należy się zastanowić nad wnioskiem zaostrzenia kryteriów odnośnie kwalifikacji dla kandydatów na sip. Także nie każdy sip musi mieć ochronę – w większych firmach, o rozbudowanej strukturze prawdopodobnie wystarczy ona zakładowemu i oddziałowym inspektorom. A może jednak lepszym wariantem jest powoływanie przedstawicieli pracowników w sprawach bhp. Zdaniem Pawła Pettke z Grupy Lotos – dialog społeczny w obszarze bhp jest potrzebny, ale za stan bhp, zarządzanie odpowiedzialność ponosi jeden podmiot – pracodawca. Więc pracownicy i przedstawiciele powinni mieć prawo udziału tylko konsultacyjnego – tak stanowią przepisy europejskie.

Konrad Rudniewski

Artykuł ukazał się w numerze 9/2013 miesięcznika „Przyjaciel przy Pracy”

 

Skomentuj