Śmierć w studni – brutalna prawda o BHP

Jak podają media ogólnokrajowe, w ostatnim czasie znów wydarzyły się wypadki śmiertelne, których powodem było prawdopodobne rażące zaniedbanie przepisów BHP oraz brak odpowiedniego przeszkolenia pracowników.

Od razu nasuwają się pytania: Dlaczego tak się stało? Czy ci ludzie musieli umrzeć? Co zrobić, by już więcej nie dochodziło do takich wypadków?

Pytań takich może być znacznie więcej i to one, raz zadane, tworzą kolejne pytania.

Czy każdorazowe szukanie oszczędności przez pracodawców, powinno tłumaczyć zaniedbanie podstawowych obowiązków przeszkolenia pracowników? Czy zwykły brak wyobraźni pracownika, lub myślenie, że wypadki się zdarzają – ale przecież nie u nas – może w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać jego samego lub jego pracodawcę? Rzeczywistość nie pozostawia złudzeń, a prawda płynąca post factum, bywa często bardzo brutalna dla osób odpowiedzialnych za zdrowie i życie pracownika.

Brak środków ochrony indywidualnej w postaci masek tlenowych oraz brak szkolenia BHP, były przyczyną tragedii, która dotknęła rodziny dwóch młodych mężczyzn (20 i 21 lat) z województwa lubelskiego, a dla nich samych skończyła się tragiczną śmiercią.

 Obaj pracowali dopiero kilka tygodni. Była to ich pierwsza praca w miejscu wymagającym odpowiednich kwalifikacji zawodowych, jakim jest bioelektrownia. Zatrudniając się tam liczyli na zdobycie cennego doświadczenia i pewnie ani przez moment nie przeszło im przez myśl to, że będzie to ostatnia praca w ich życiu. Zapewne mieli swoje plany, ambicje, wiedzieli też na co przeznaczą zarobione pieniądze. Tymczasem zabił ich toksyczny gaz, w studzience, do której weszli na polecenie przełożonego.

Jak doszło do wypadku przy pracy?

W ten nieszczęśliwy dzień obaj mieli drugą zmianę. Jeden z nich, co prawda miał dzień wolny, ale przyszedł do pracy na prośbę kolegi, aby go zastąpić. Nie wiedział, że będzie to ostatnia przysługa jaką odda koledze w swoim życiu.

Podczas pracy przełożona wydała polecenie nowym pracownikom wyczyszczenia studzienki. Niedoświadczeni mężczyźni, bez żadnej asekuracji z zewnątrz, bez obowiązkowych zabezpieczeń, zeszli w głąb studzienki, gdzie po chwili, z powodu niedotlenienia, stracili przytomność. Zostali znalezieni dopiero po dłuższym czasie, a wszelkie próby reanimacji nie przyniosły już żadnego efektu.

Gdyby mieli maski tlenowe nic by im się nie stało, jednak pracodawca nie wyposażył ich w ten sprzęt. Co więcej okazało się, że nie odbyli żadnego szkolenia BHP!

Konsekwencją tego wydarzenia było zatrzymanie przez prokuraturę kierowniczki oraz prezesa firmy i prawdopodobnie zostaną im postawione poważne zarzuty zaniedbania obowiązków służbowych, które to bezpośrednio przyczyniły się do śmierci pracowników.

Podobna historia wydarzyła się niedawno w miejscowości Jankielówka koło Raczek. Mężczyźnie, który wpadł do 37-metrowej studni, na pomoc ruszyło dwóch strażaków z lokalnej OSP. Wszyscy trzej mężczyźni ponieśli śmierć.

Jak doszło do tego wypadku?

Na jednej z posesji w godzinach popołudniowych do przydomowej studni wpadł młody 23-letni mężczyzna. Pomóc próbował jeden z obecnych, jednak po zejściu kilka metrów w głąb studni, poczuł się niedobrze i postanowił wrócić. Z podejrzeniem niedotlenienia odwieziono go do szpitala.

Tymczasem miejscowi strażacy informację o zdarzeniu otrzymali po godzinie 15. Wysłano dwa wozy i ekipę ratownictwa górskiego. Na pomoc młodemu mężczyźnie ruszyli również strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Raczkach. Druhowie OSP rozpoczęli akcję ratowniczą, która dla dwóch z nich zakończyła się niestety tragicznie.

W chwili obecnej nieznana jest jeszcze dokładna przyczyna śmierci trzech mężczyzn. Istnieje jednak podejrzenie, że w studni na dużej głębokości znajdował się toksyczny gaz i to on spowodował utratę przytomności i w konsekwencji śmierć 23-latka oraz strażaków, którzy próbowali go ratować.

W tym przypadku również można mówić o nieprzestrzeganiu podstawowych zasad BHP. Nawet wielka chęć pomocy drugiej osobie, nie może być podejmowana pochopnie, szczególnie wtedy, gdy istnieje ryzyko utraty życia przez osoby ratujące.

Oby takich przykładów z życia wziętych było jak najmniej, lecz to właśnie takie zdarzenia wciąż przypominają nam o tym, jak ważne jest rozwijanie w ludziach świadomości dbania o bezpieczeństwo podczas każdej, wydawać by się mogło z pozoru nawet „najbezpieczniejszej” pracy.

Autor: Andrzej Wyskiel
Warto przeczytać, ciekawy artykuł o szkoleniach….. z koperty

Więcej o środkach ochrony indywidualnej

Skomentuj