
Szef PIP: celem reformy inspekcji pracy nie była likwidacja śmieciówek
Główny inspektor pracy Marcin Stanecki podkreślił w Studiu PAP, że celem planowanej reformy Państwowej Inspekcji Pracy nie była likwidacja śmieciówek ani pogorszenie kondycji firm. Według niego możliwe są pewne zmiany w reformie, które będą do zaakceptowania przez wszystkie zainteresowane strony.
Planowana reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która miała umożliwiać inspektorom pracy przekształcanie umów cywilnoprawnych na umowy o pracę, ma być zmieniona. Sprzeciwił się jej premier Donald Tusk, argumentując, że dawała zbyt dużą władzę inspektorom i mogłaby być destrukcyjna w skutkach dla firm. Nad nowym kształtem planowanych przepisów pracuje resort rodziny m.in. we współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości.
Szef PIP wyraził nadzieję, że uda się wypracować rozwiązanie, które będzie dobre dla firm i dla pracowników. Według niego „dosyć dobre” mogłoby być przyjęcie w nowej wersji reformy, że decyzja inspektora pracy o przekształceniu umowy nie będzie miała rygoru natychmiastowej wykonalności i nie będzie skutkować naliczaniem zaległych składek ZUS. Zgodził się też z obawami przedsiębiorców, że odwołanie od decyzji inspektora pracy może trwać latami i powodować niekorzystny dla firm i pracowników stan niepewności.
Stanecki zaznaczył też, że decyzje o kontrolach w firmach pod kątem śmieciówek miały być wydawane z rozwagą, a same kontrole nie miały mieć charakteru masowego.
– My nie chcieliśmy likwidować polskiej działalności gospodarczej, nie chcieliśmy likwidować umów cywilnoprawnych, bo przecież Kodeks cywilny się nie zmieniał. Również definicja stosunku pracy się nie zmieniała. Więc nie było naszą ideą to, żeby pogarszać kondycję firm. Wręcz przeciwnie, dbamy o konkurencyjność, bo jeżeli podmiot X oszukuje, zatrudnia ludzi na czarno, to wiadomo, że będzie sprzedawał taniej produkty – zauważył Stanecki.
Zwrócił też uwagę, że wielu pracowników czekało na reformę PIP (która była planowana na styczeń tego roku), by zgłosić Inspekcji, że pracują na podstawie umów cywilnoprawnych, mimo że powinni mieć umowę o pracę. Dodał, że zawirowania wokół reformy wpłynęły też na zwiększenie zainteresowania prawami pracowników i Inspekcją.
Przyznał, że dużo większym wyzwaniem dla PIP i firm będą inne planowane przepisy, a mianowicie pełne wdrożenie do polskiego prawodawstwa unijnej dyrektywy o równości i jawności wynagrodzeń.
PIP będzie musiała przeprowadzić szkolenia pracodawców zatrudniających do 250 pracowników w zakresie wartościowania stanowisk pod kątem płac. Z kolei pracodawcy będą musieli udostępniać pracownikom kryteria ustalania wysokości wynagrodzeń i ich wzrostu oraz informacje o średnich poziomach wynagrodzenia w podziale na płeć w odniesieniu do pracowników wykonujących podobną pracę. Duże i średnie firmy będą też zobowiązane do sporządzania cyklicznych sprawozdań na temat luki płacowej w swojej organizacji.
– To nie będzie jawność wynagrodzeń, jak wiele osób oczekiwało, że będzie można sprawdzić kolegę z pracy, ile zarabia. Natomiast będziemy mieli prawo do informacji o średnim poziomie wynagrodzeń i to już jest daleko idąca zmiana. Spodziewamy się, że może napłynąć do nas bardzo wiele skarg, tym bardziej że w projekcie mamy prawo reprezentować te osoby, które poczują się pokrzywdzone, przed sądem, a nawet wytaczać powództwa – powiedział.
Polska ma czas na wdrożenie unijnej dyrektywy do 7 czerwca tego roku. Projekt ustawy w tej sprawie został w grudniu 2025 r. opublikowany na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Zgodnie z nim PIP będzie przystępować do postępowań w sprawach dotyczących naruszenia zasad przejrzystości i równości płac, a także sama wytaczać powództwa na rzecz pracowników lub kandydatów do pracy.

Skomentuj