Prezes WUG: ocena zagrożenia tąpaniami powinna być bardziej dopasowana do konkretnej kopalni

Stosowana w górnictwie kompleksowa metoda oceny zagrożenia tąpaniami powinna być bardziej dopasowana do konkretnej kopalni – ocenił w piątek w Radiu Katowice prezes Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) Adam Mirek. To jedna z rekomendacji komisji, wyjaśniającej okoliczności katastrofy w kopalni Zofiówka.

W kwietniu tego roku po silnym wstrząsie i wypływie metanu w kopalni Zofiówka w Jastrzębiu-Zdroju zginęło 10 górników. W październiku zakończyła prace specjalna komisja, powołana przez prezesa WUG. Uznała ona, że prognoza zagrożeń, stosowana profilaktyka i sposób wykonywania robót były w jastrzębskiej kopalni prawidłowe.

„Naukowcy wykazali, że kopalnia stosowała przewidziane do stosowania metody oceny zagrożenia tąpaniami. Robiła nawet więcej niż wymaga stosowna instrukcja, tak zwana kompleksowa metoda oceny zagrożenia tąpaniami; nawet zaostrzała swoje działania profilaktyczne, a mimo wszystko doszło do tragedii” – mówił w piątek prezes WUG w porannej rozmowie na antenie Polskiego Radia Katowice.

„Komisja stwierdziła, że najwyższa pora, żeby przyjrzeć się tej metodzie – żeby ta metoda była bardziej dopasowana do konkretnej kopalni, żeby dać większe możliwości szybszego reagowania na ewentualne zmiany w zachowaniu się górotworu, przewidując zagrożenie tąpaniami” – dodał szef polskiego nadzoru górniczego.

Przypomniał, że w kopalni Zofiówka zaistniało też – jak mówił – „nowe zjawisko geogazodynamiczne – wypełnienie (…) wyrobisk metanem wydobywającym się na tych głębokościach, ok. 1000 metrów, w dużych ilościach”. To właśnie uwolniony w wyniku wstrząsu metan był bezpośrednią przyczyną śmierci większości z 10 ofiar katastrofy.

Adam Mirek przyznał, że kończący się 2022 rok był w górnictwie naznaczony tragediami w kopalniach Zofiówka i Pniówek – w tej drugiej kopalni, trzy dni przed wstrząsem w Zofiówce, seria wybuchów metanu zabiła 16 górników; ciała 7 z nich wciąż są pod ziemią.

Katastrofy wpłynęły na ogólną liczbę śmiertelnych wypadków w polskim przemyśle wydobywczym, gdzie od początku roku zginęło 37 górników, wobec 13 w całym ubiegłym roku. 26 osób zginęło łącznie w tym roku w kopalniach Pniówek i Zofiówka, zaś 11 to ofiary pojedynczych wypadków. Prawie połowa z nich miała miejsce w niewielkich kopalniach odkrywkowych, gdzie eksploatowane są np. kruszywa, żwir czy piasek.

Prezes WUG zwrócił uwagę na słabość dozoru, szczególnie w małych kopalniach odkrywkowych. Przypomniał, że wdrożona 11 lat temu tzw. deregulacja przekazała przedsiębiorcom kompetencje do stwierdzania kwalifikacji osób dozoru w górnictwie odkrywkowym. W efekcie – co stwierdzają kontrole nadzoru górniczego – w małych kopalniach często dozorem zajmują się – jak mówił dr Adam Mirek – „osoby z przypadku”.

„Widzimy, że istnieje pilna konieczność przywrócenia egzaminów na osoby dozoru dla urzędów górniczych. To daje gwarancję, że pewne minimalne standardy wykształcenia, wiedzy, doświadczenia będą spełniane również w tych najmniejszych kopalniach. A wypadków śmiertelnych z tym związanych jest już prawie połowa. Wcześniej tego nie było, to ma bardzo istotne znaczenie” – przekonywał prezes WUG w Radiu Katowice.

Dr Adam Mirek przyznał, że – jak wynika z wieloletnich statystyk – większość wypadków śmiertelnych oraz tych, w których górnicy odnoszą ciężkie obrażenia, jest spowodowana błędami ludzkimi – najczęściej nie wynikającymi jednak ze złej woli bądź nieodpowiedniego planowania pracy, ale pomyłek czy przypadków losowych.

„Każdy chce skończyć robotę, przyjechać do domu, zjeść obiad, wypocząć i pracować normalnie. Ale błędy się zdarzają – ktoś się potknie, ktoś upadnie – zdarza się to w całej gospodarce, w górnictwie również. Ten tzw. czynnik ludzki niestety jest problemem” – powiedział prezes WUG.

blank

Skomentuj