Ciężkość wypadku jest sprawą przypadku

Zacytowane w tytule artykułu powiedzenie, rozpowszechnione przez Arwida Hansena, nieżyjącego już eksperta w zakresie ustalania okoliczności i przyczyn wypadków przy pracy, sprawdza się zawsze.

Bardzo mało jest reguł mających zastosowanie do najróżniejszych dziedzin życia, o których można to powiedzieć, bo przeważnie – jak zresztą mówi inne powiedzenie – istnieją wyjątki, które teoretycznie mają daną regułę potwierdzać. Tytułowa reguła CWJSP sprawdza się jednak zawsze dlatego, że działa w obie strony, czyli w konkretnych okolicznościach skutki wypadku mogą być bardzo poważne (używając obiegowego określenia „mieliśmy pecha”) albo wręcz przeciwnie („mieliśmy szczęście”). Kto nie słyszał opowieści o spadającym z 10 piętra wznoszonego budynku pracowniku, który „praktycznie wyszedł z tego bez szwanku”, ewentualnie „odniósł niewielkie obrażenia”. Zwykle słysząc taką historię komentujemy to słowami: „miał niesamowite szczęście”. Z kolei o ofierze upadku ze skutkiem śmiertelnym z drabiny, z wysokości 1,5 m, mówimy: „miał pecha”. Tymczasem w obu przypadkach działa właśnie przedmiotowa prawidłowość, zgodnie z którą ciężkość czy inaczej – dotkliwość skutków zdarzenia zależy od przypadku, czyli od okoliczności, na które nie mamy wpływu. Co z tego wynika? Rzecz teoretycznie oczywista dla każdego, kto choćby okazjonalnie styka się z wypadkowością. Jeżeli w procesie pracy zaistnieje sytuacja potencjalnie wypadkowa, to człowiek ma tylko ograniczony wpływ na to, czy dane zagrożenie zmaterializuje się w postaci jakiegoś zdarzenia, a w praktyce nie ma żadnego wpływu na jego skutki. Innymi słowy: tolerując drobne z pozoru odstępstwa od zasad bezpieczeństwa, narażamy się na całkowicie nieprzewidywalne skutki, w tym również te najtragiczniejsze.

1. Pracownicy małej firmy budowlanej wykonywali prace montażowe w korytarzu na parterze wznoszonego budynku. Wykorzystywali do tego celu rusztowanie przejezdne, w miarę postępu prac przesuwane sukcesywnie po drodze komunikacyjnej, obok przestrzeni otwartej (fot. 1).

Skomentuj